KAZIMIERZ WYKA [*]


Nowy gwiazdozbiór

Słucham od kilku dni rozmów o Kolczykach Izoldy Gałczyńskiego stawiających ten poemat w jednej mierze z Zaczarowaną dorożką. Nie, drodzy. „Ja w ogóle mam wrażenie, że ten Gałczyński napisze, potem zamyka się w domu i śmieje się, żeśmy się dali nabrać”. Na pewno nie.

Jednym z największych hołdów, jakie zna ludzkość, jest ochrzcić gwiazdozbiór czyimś nazwiskiem. Po zwycięstwie Sobieskiego zawisła na firmamencie Tarcza Sobieskiego, gwiazdozbiór jego imienia. Bo gwiazdy i pomnik w nich są trwalsze nad marmury. Mało kto pamięta, że gwiazdy te podlegają ruchom, od jakich rozsypie się kiedyś kształt obecnych konstelacji, a ułożą się nowe. Rozsypie się jednak w czasowej mierze epok geologicznych, potrzebnych, by w ogóle powstały marmury. Dlatego w gwiazdach składa hołd poeta.

Komu? Mówi o tym wyraźnie Master of Ceremonies. Jakiejś poległej, nieznanej dziewczynie. Kolczyki Izoldy to poemat o nieznanej dziewczynie powstańczej. Z jej zmiażdżonego ciała zostały tylko kolczyki. Dlatego kolczyki w licznych aluzjach przebijają się przez cały poemat. Śpiewają o nich żołnierze. Narzeczony miał je kupić dziewczynie. I śmierć ma piękniejsze kolczyki, te, które otrzymała Izolda. Kolczyki Izoldy. Kolczyki jej miasta. „Warszawie sława, sława kolczykom Izoldy”.

Dobrze, ktoś zapyta. To sprawa poważna, ale dlaczego ją podawać wśród kpin, żartów, kawałów, rzekomego cyrku, błazenkowatego poety, pijaków, Trzetrzewińskich? Przesadzasz pan w swojej pochwale — tak powie.  Jeśli tak mówicie, zapominacie o swoich najbardziej niedawnych doświadczeniach. Czy wzruszenia najbardziej istotne są po to, ażeby je podawać gołe? Czy takiej uczuciowości uczyła wojna? Czy nie pogłębiała właśnie pewnej wstydliwości uczuć, nie nakazywała o sprawach najważniejszych mówić tylko aluzją, odczuwać najlżejsze ich tchnienie?

Forma poematu Gałczyńskiego usiłuje ten zespół doświadczeń przenieść w sferę artystyczną. O krok od śmierci jest żart, o krok od bohaterstwa groteska, od wielkości — prosty uśmiech. […]

Kolczyki Izoldy noszą podtytuł Oratorium. Oratorium to forma muzyki chwalebnej i opiewającej. Jej pewną istotną właściwość stanowi układ polifoniczny, to znaczy taki, w którym śpiewające głosy prowadzą kilka melodii równocześnie, przeciwieństwo ujęcia homofonicznego, gdzie głosy są podporządkowane jednej górującej melodii. Kolczyki Izoldy spełniają te formy, a najłatwiej to rozpoznać, zestawiając je z Zaczarowaną dorożką.

Zaczarowana dorożka jest homofoniczna: tylko groteska, tylko jedna warstwa wzruszeń. W Kolczykach Izoldy wiele warstw wzruszeń równocześnie występujących. Zważcie, jak spod żartu wynika co chwilę dno sprawy, jak scenka pijacka przechodzi nagle w śpiew żołnierzy daleki od groteski, zważcie, iloma środkami jednocześnie zaznaczane są węzły wydarzeń. Chociażby ten: nowy gwiazdozbiór to nocna premiera niebios.

Poezja nowoczesna uczyła, że liryka nie nazywa uczuć wprost, lecz szuka dla nich odpowiednika. Postępowanie Gałczyńskiego nie jest zasadniczo odmienne. Na miejscu wzruszenia właściwego pozwala się rozróść wzruszeniom ubocznym, peryferyjnym. Wzruszenie właściwe tłumi, ale wiemy doskonale, że wzruszenia opanowane, te w których miejsce pozwalamy innym występować, nie stają się przez to mniej ważne. Milcząc w szczęściu, uśmiechając się w cierpieniu, bywamy nauczycielami poetów.

Czy już wszystko? Wszystko ze stanowiska krytyka? Nie, jego praca zaczyna się właśnie teraz, kiedy zasymilował utwór i jest zdolny przekazać jego rozumienie. Krytyk obowiązany jest teraz spytać o proporcję żartu i powagi — lecz tego poniechajmy.

Czy na firmamencie zawisł rzeczywiście nowy gwiazdozbiór, wątpią astronomowie. Lecz na firmamencie obecnej poezji zawisł nowy gwiazdozbiór, rzecz to niewątpliwa. Jakiej mocy i wielkości? — Kolczyki Izoldy też się kończą znakiem zapytania.

Szkice literackie i artystyczne. T.II.

Kraków 1956, s. 352-354.

Kim jest Konstanty Ildefons Gałczyński dzisiaj?

Kim jest Konstanty Ildefons Gałczyński dzisiaj? Czym jest jego poezja dzisiaj? W dziesięć lat od zgonu poety, kiedy nie pierwszy już rok na zapleczu Nowego Światu chodzimy ulicą jego imienia. Czy jest klasykiem naszej poezji w tym znaczeniu, że nie toczą się wśród fachowców o jego dorobek, że stał się już on wartością bezapelacyjną, ale zarazem wartością, która martwieje i wysycha jak drzewo o korzeniach przynależnych do innego czasu? Takim klasykiem Gałczyński nie został.

Więc odwróćmy pytanie. Czy jakikolwiek poeta w dziesięć lat po swoim odejściu może byćtwórcą, poprzez dzieła którego obcujemy z naszym dniem codziennym i jego kłopotami i radościami? Ileż Zielonych Gęsi było i jest wciąż do napisania — próbują tego następcy Gałczyńskiego. Ich zaś autor, i to nie jest tylko w ramach gatunku, był poetą aktualności, chwili doraźnej podniety lirycznej. Tego rodzaju pisarz bywa rychlej od innych skazany na przemijanie. Poezja Gałczyńskiego mimo to nie przeminęła.

A więc nie klasyk. Ani wielkość efemeryczna. Czymże zatem jest? Sądzę, że jest on nadal i wciąż otwartą szansą współczesnej poezji polskiej, poezji w ogóle. (…) (1963)

Dedykacja

Wielu było Konstantych między cesarzami.
Jeden jest cesarz pomiędzy poetami.
Życząc panującemu, by jego władanie
trwało jak wiek Franciszka Józefa,
Elżbiety, Ludwika XIV i wszystkich długowiecznych,
by zawsze wśród noctes aninenses mijało,
składa ten madrygał
żyjący za panowania cesarza Konstantego między poety
ZOIL

(a jego imię: Kazimierz (4.III), Józef (19.III),
a dokładnie w środku dzień 11 III — Wyka
tudzież rodzina nie podpisana, również dalsi krewni
Wysłowiono w Krakowie roku 1947

[Kazimierz Wyka (1910-1975) — jeden z najwybitniejszych badaczy literatury polskiej, krytyk, eseista, historyk literatury, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego profesor. Autor m.in. książek o Słowackim, Mickiewiczu, Żeromskim, Malczewskim, Fredrze, Baczyńskim.]