LEGENDA(?) O BOŻEJ KRÓWCE


Świetlica Artystyczna mieści się na parterze starej kamienicy przy al. Wojska Polskiego 48 (naprzeciwko hotelu Gryf), w samym pępku miasta. Zwykle jest tu tłoczno. Przychodzą plastycy, literaci, dziennikarze, żeby pogadać, podyskutować, pokłócić się.

Był 16 lutego 1949 r. Przy jednym ze stolików, ale nie przy jednym kieliszku miętówki siedzi dwóch mężczyzn i kobieta. To malarz Heniutek Boehlke z przyjaciółką, jakąś malarką, i poeta Konstanty Ildefons Gałczyński. Popijają wódeczkę i raz po raz zerkają na wiszące na ścianie obrazy. W świetlicy wystawę ma Adam Pohorecki. — Co to jest? — rzuca z pogardą Gałczyński. — No to napisz coś lepszego — bierze w obronę kolegę po fachu pan Henryk.

Gałczyński jeszcze raz ogarnia spojrzeniem obrazy. Najdłużej zatrzymuje wzrok na jednym, na którym Pohorecki namalował wielką biedronkę. Wyjmuje szminkę z ręki koleżanki właśnie poprawiającej makijaż i nie zważając na jej protesty, pisze na ścianie:

Po cholerę toto żyje?
Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
A bez szyi komu się przyda?

Pachnie toto jak dno beczki,
Jakieś nóżki, jakieś kropeczki —
Ohyda.

(…)

Tę „Satyrę na bożą krówkę” wkrótce zna cała Polska. A Henryk Boehlke wzdycha dzisiaj: — Mogłem na pamiątkę zrobić zdjęcie tej ścianie.

(…)

[EWA PODGAJNA,
Fragmenty artykułu z Gazety Wyborczej Szczecin nr 278, wyd. z dnia 29/11/2002, str. 6]

Można tylko wierzyć, że to wydarzenie miało miejsce w takimm właśnie kształcie. Przez lata wokół K.I.Gałczyńskiego obrosła niezliczona ilość legend. M.in. legenda pijaka. A prawda jest taka, że kiedy pił to nie pisał. Ż a d e n  z jego istotnych wierszy nie powstał pod wpływem alkoholu. Okresy tworzenia i okresy picia były okresami rozłącznymi. Zatem nie wydaje mi się, aby „Satyrę na bożą krówkę” poeta napisał pod wpływem alkoholu. Poza tym nawet najlepszej francuskiej szminki chyba by nie wystarczyło, aby za jej pomocą na ścianie napisać taki wiersz. Myślę, że gdyby jednak to się udało, to na pewno ktoś zrobiłby zdjęcie.

Ale może się mylę… [MG]