NOTATKI Z NIEUDANYCH

REKOLEKCJI PARYSKICH


I





Ziemia i niebo przemijają,
chwieją się fundamenty światów,
ostatni slogan snuje pająk.
Vanitas vanitatum —

i od balkonu do balkonu,
w wąskiej uliczce, w głębi, na dnie,
pod grozą złego nieboskłonu
pająk i slogan są ostatnie.

Ach, ukryć się tu w ciemnej sieni
z dala od rynku, gdzie tak nudno,
kędy przechodnie przerażeni
pytają się, co będzie jutro;

z trwogą spogląda w niebo karzeł,
co nuty sprzedaje nad rzeką.
I w tłumach ciągle te dwie twarze.
oszusta i potępionego.

II





Po niebie płynie moje serce
i rozpryskuje się na dachach,
ostatni slogan snuje pająk,

amorki na portalach grają
utwory z „Orgelbüchlein” Bacha.

amorkom żal polskiego serca,
uliczka nad Sekwaną skręca,
skręci za parę chwil —

serce na niebie, księżyc — tutaj,
pomyłka, fikcja, złudna nuta:
rue Saint-Louis-en-l'Ile.

III





Ach, co za noc! Co za bezdroża
wśród chmur, a miasta ciężar chmurny
jak na dnie zielonego morza
odnalezienie partytury.

Na noszach mnie uliczką niosą,
bełkocę: — Księżyc! Tam! Znad domu!
. . . . . . . . . . . . . . .
Jesienin kiedyś taką nocą
zawołał, zawył: — Mamo, pomóż!

IV





Niebo i ziemia przemijają,
chwieją się fundamenty światów,
ostatni slogan snuje pająk:
vanitas vanitatum.

Nasz każdy wiersz zaorzą pługiem,
będą kartofle, potem wódka,
bo nasze życie — za długie,
a sztuka — za krótka.

Co pozostanie? Noc,
mitologia niedorzeczna,
sowiooka noc, zielonooka noc.
Noc jest wieczna.

(Z gitarą w ręku. Za uszami z kwiatem.
W świetle księżyca.
Chciałbym być choćby najmniejszym szmaragdem
w jej zausznicach.)

V





Paryż. I noc. I Notre-Dame.
I wiatr. Na pustym placu sam
odprawiam modły do Madonny.

Trzy gwiazdki nad wieżami brzęczą
i drżą. Modlitwa kręci mną
jak wiatr natchniony, wir szalony.