ŚMIERĆ W KAWIARNI


Trzy dni w kawiarni tkwił wieszcz Wugienko
Wypalił tysiąc „Mew” —
i ngale zapiał jak kogut cienko,
a potem basem: — Psiakrew!

Dłużej nie mogę. Będzie, co będzie.
Już się niczego nie boję.
Uwaga! Wizja! Ja widzę wszędzie
siuchtę albo machloję;

wyżej trzy miecze ze strasznym blaskiem,
nad nimi jak gdyby tacy:
Nadchodzą czasy, panowie, saskie —
pisał Czachowski w łkace.

A każdy sobie rzepkę tu skrobie,
lecz noc nadchodzi skora.
Słuchajcie, jestem w jednej osobie
Skarga i Wernyhora.

Tu nie pomoże Centralny Okręg
i Beck, i Pniewski z Kuną.
Wizje mnie dręczą! Spodnie mam mokre!
O Polsko! — I tu runął!

A siwy kelner podszedł i w trwodze:
— Szkoda mi pana, maestro…
Za śmierć doliczył dwadzieścia procent
według cennika z orkiestrą.

1938